Ciekawość to coś, bez czego pewnie jeszcze do dziś siedzielibyśmy na drzewie... Są tacy, którzy wręcz twierdzą, że to ona jest motorem postępu...
Czytaj więcej hmmm... no i jak się z tym nie zgodzić? Wystarczy popatrzeć na tych, którzy są najbardziej wszystkiego ciekawi - dzieci. To one bez oporu zadają pytania, zaglądają w każdy kątek, wszędzie ich pełno, a ich ciekawość nie ma granic. Chcą widzieć, wiedzieć, dotknąć, poczuć, posmakować, zaś wszystko co tajemnicze, nieznane wzbudza w nich nieodpartą chęć natychmiastowego zaspokojenia ciekawości. Czasem kończy się to guzem, odartym kolanem, czy potrzebą założenia kilku szwów... lecz cóż to jest w porównaniu z radością jaką daje zdobycie nowego doświadczenia, czy umiejętności. Dlatego tak szybko się uczą, zaskakując nas codziennie czymś nowym. Szybko poszerzają swoje słownictwo, zdobywają nowe umiejętności, a przy tym są takie niezmordowane, zawsze pełne zapału do działania, głodu nowych doświadczeń. Chłoną wszystko i znowu biegną po nowe, chcąc poznawać, doświadczać, zdobywać... A wszystko przez zwykłą ciekawość, którą wielu dorosłych z czasem traci... Dlaczego? Może dlatego, że wydaje się im, że posiadają już "całą wiedzę", że nic ich już nie zadziwi, nie zaskoczy, że nic już nie pobudzi ich ciekawości. Powoli obrastają w "tłuszczyk" samozadowolenia, spełnienia, ciepły domek, ciepłe kapcie, smaczny obiadek i po co ruszyć zadek gdziekolwiek, skoro wszystko można zobaczyć w cudownej skrzynce zwanej telewizją. No właśnie, po co doświadczać samemu, skoro inni podają nam swoje "wizje" na tacy... gotowe, nie potrzeba nawet myśleć, wystarczy patrzeć, a jak się znudzi, to nacisnąć mały "magiczny" guziczek (jaką to posiadamy moc;))) i mamy nową wizję itd., bez wysiłku i to ruszając tylko jednym paluszkiem, a reszta szanownego ciała spoczywa sobie w błogim spokoju. Bo tele(wizja) załatwi ci wszystko... bo z węgierskiego - tele znaczy pełny, a więc wspaniale, mamy "pełnąwizję"! W suahili - tele to wiele, ach więc mamy "wielewizji"! Zaś z greckiego "????" znaczy daleki... I cóż nam więcej trzeba, skoro mamy pełno, wiele i sięgamy daleko nie ruszając zadka z kanapy? Jest jeszcze jedno znaczenie słowa tele... po czesku to po prostu cielę (no comment;) ).
Czasem jednak warto popatrzeć dookoła siebie i "własną osobą" zobaczyć jakieś ciekawe miejsce, których zapewniam jest bardzo wiele, wystarczy tylko chcieć.
Zwiń

NARESZCIE!!! "WIELKI COMM BACK!!!" W mojej Perełce po zimowym letargu z powiewem wiosny, nieśmiało obudziła się wena i...
Czytaj więcej

Sentyment do tej niezwykłej rzeki ma z pewnością każdy Wielkopolanin. Bo "tam, gdzie Warta toczy wody swe..."
Czytaj więcej

Wracając niedawno z Karkonoszy postanowiliśmy na chwilę wskoczyć do Lubomierza, by poczuć przez moment atmosferę "swoich"...
Czytaj więcej

Kto nie chciałby chociaż raz pojechać na "wyspy szczęśliwe"?... usiąść nad brzegiem jeziora, którego wody połyskują srebrem księżyca?...
Czytaj więcej

Zwiedzając Mazury nie sposób pominąć to niezwykłe miejsce. Owczarnia - Muzeum Mazurskie
Czytaj więcej

W Gołuchowie niedaleko Kalisza, w przepięknej dolinie Prosny, nad jednym z jej dopływów zwanym Ciemną lub Trzemną stoi przepiękny zamek
Czytaj więcej

Miałam nie więcej niż pięć lat, gdy pierwszy raz usłyszałam legendę o Białej Damie schodzącej nocą z obrazu i biegnącej na spotkanie rycerza na czarnym jak noc koniu,
Czytaj więcej

Niedaleko Poznania w starorzeczu Warty wśród wspaniałych wiekowych dębów stoi przepiękny barokowo - klasycystyczny pałac.
Czytaj więcej

I właśnie tu na Mazurach jest najbardziej malowniczy szlak kajakowy Europy - Krutynia - zwana królową rzek mazurskich.
Czytaj więcej


To był jeden z nieplano- wanych wypadów w Polskę. Ale jak nie wykorzystać okazji, skoro jest piękny, słoneczny, bardzo ciepły jak na koniec października dzień,
Czytaj więcej

Dolny Śląsk, to region, którego atutem są nie tylko malownicze góry. To kraina przepięknych zabytków. Poczy- nając od licznych zamków obronnych, pałaców, poprzez przepiękne kościółki
Czytaj więcej

Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi się jakoś z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku - tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający człowieka. Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne... zdolności, aby patrząc - nie widzieć, aby słuchając - nie słyszeć...

(Ryszard Kapuściński - Podróże z Herodotem)

Bo właściwie z czym kojarzy się turystyka? Można wytłumaczyć to słownikowo: z francuskiego tour - podróż, wycieczka, która kończy się powrotem do miejsca pobytu. Czyli prosto to jakiś planowy wyjazd, w jakimś określonym celu (najczęściej zwiedzanie czegoś tam) i powrót i już;). Proste? Tak:).
Czytaj więcej A jak coś jest bardzo proste, to dlaczego troszkę nie skomplikować? Już taka moja (mać) natura, że lubię troszkę czasem po(drążyć) w temacie. Zacznę od planowania ... cóż, zwykle planuje się podróż, fakt. Jednak, czy wszystko można zaplanować? Jakoś planowanie kojarzy mi się z kalkulacją. Brr okropne słowo, które dla mnie już na wstępie obniża wartość podróży. Nie zostawia miejsca na spontaniczność i obraca w niwecz to co jest takie ważne w podróżowaniu - ciekawość. Bo przecież sensem każdej podróży jest pewien rodzaj ciekawości, która pcha nas do poznawania nowych miejsc, kultur, ludzi, natury, zależności. Przy czym nigdy nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć, w którym miejscu nasza ciekawość zostanie pobudzona i wtedy skrupulatnie ułożony plan, albo nam przeszkodzi w jej zaspokojeniu, albo weźmie w łeb. Więc w moim rozumieniu turystyki kalkulacja odpada i uważam, że może zastąpić ją "torba dyżurna", która pozwala nam na pozostanie w jakimś miejscu, które nas zafascynuje, na tyle by zaspokoić nasze chęci hmmm dogłębnego poznania. Taka torba, to coś w rodzaju niezbędnika, bielizna na zmianę, szczoteczka, pasta i kilka innych drobiazgów pozwalających na komfort niezależności od czasu, miejsca i przestrzeni;). Kolejny problem, który troszkę skomplikuję to koniec podróży, czyli end, finto, powrót do domu, czyli do punktu wyjścia i już. Można powrócić i wspominać, roztrząsać i deliberować, by w efekcie końcowym popaść w małą depresję (biedni Holendrzy, cały czas w depresji;)) nad szarością życia codziennego itd. itp. No i po co? Czy nie lepiej wziąć to zupełnie inaczej. Nasze życie to ciągła podróż... pewnie, że kiedyś się skończy, ale czy zaprzątamy sobie tym głowę bez przerwy? Nie. Więc uważam, że koniec podróży jakkolwiek następuje, powinien być najwyżej przystankiem, a przede wszystkim kontynuacją, a może nawet początkiem naszej "życiowej turystyki", w której bez względu na miejsce i czas poznajemy, doznajemy, kontemplujemy jednym słowem niezwykle wzbogacamy siebie. I jakby coś, to nie mam tu na myśli kasy, ale zupełnie inne bogactwo... bogactwo wrażeń, przeżyć, doświadczeń, poznawania, przenikania, dzielenia się tym z innymi... To coś, czego nikt nie może nam zabrać, a czego możemy pozbawić się sami, jeśli nasz zadek zbytnio zagnieździ się w wygodnym domowym fotelu.
Zwiń

Kilkudniowy wypad nad Zatokę Gdańską, to dobry pomysł, by pooddychać nie tylko morską bryzą, ale również niezwykłą wielowiekową historią...
Czytaj więcej

Suwalszczyzna - niewielki "kawałek" Polski "owinięty" od południa i zachodu wodami Biebrzy i Rospudy, zaś od północy i wschodu wyznaczony granicami Polski...
Czytaj więcej

Gdy wczesnym rankiem wjeżdżamy na teren Litwy, niebo zasnute jest chmurami, które co jakiś czas częstują nas rzęsistym deszczem, rozmazując lekko pagórkowaty krajobraz za szybą...
Czytaj więcej

...powitał nas rudymi kitami drzew na tle błękitnego nieba i urzekającym krajobrazem. Jesień to czas, gdy góry nabierają niezwykłego uroku..."
Czytaj więcej

Jedno z tych niezwykłych miejsc, gdzie teraźniejszość z przeszłością splata się harmonijnie tworząc niezwykły „ collage”, który odbieram każdym ze zmysłów..."
Czytaj więcej

Dolny Śląsk obfituje w stare zamki obronne. Biorąc pod uwagę fakt, że przez wieki był zawsze terenem pogranicza, którego należało strzec i bronić..."
Czytaj więcej

Wędrując po górskich szlakach często natrafiamy na małe źródełka, strumyczki, potoczki, które wypływają gdzieś ze zbocza, wąską strużką obmywają skały
Czytaj więcej

Kiedy dojeżdżam do Buska jest bardzo późne popołudnie. Cóż miało być wcześniej, ale przejeżdżając, po wielu latach nieobecności, przez ziemię kielecką
Czytaj więcej

To niezwykle urokliwe miejsce i to nie tylko pod względem krajobrazowym. Według mnie to raj dla osób lubiących przepiękne widoki i niezwykłe miejsca. Natura, historia i ręce...
Czytaj więcej

Karkonosze... tak piękne o każdej porze roku... i tak niepowtarzalne. Ile to razy idąc tym samym szlakiem odkrywałam wciąż coś nowego... bo w górach zawsze coś się zmienia.
Czytaj więcej

Historia magistra vitae To łacińska sentencja jakże prawdziwa... Nigdy nie lubiłam historii:( I powodem tego wcale nie było to, jak dziś zgodnie z modą, twierdzi wielu ówczesnych uczniów, że uczono nas jej tendencyjnie, wybiórczo, bo tak nakazywał...
Czytaj więcej system. Zanim pojęłam, że historia może być zmieniana na potrzebę chwili i zaczęłam sama analizować i wyciągać z niej wnioski, znienawidziłam ten przedmiot z zupełnie innego, bardzo prozaicznego powodu. Otóż moim pierwszym nauczycielem tego jakże ciekawego przedmiotu był człowiek, którego lekcje były wspaniałym przekazem, opowieścią toczącą się płynnie i obrazowo, której słuchaliśmy z zapartym tchem, a jednocześnie w każdej chwili mogły stać się "polem bitwy", której zwycięzca był określony z góry. Otóż tenże nauczyciel miał dziwny sposób utrwalania naszej wiedzy...po prostu wbijał nam ją do głów za pomocą pięści i policzków, ba nawet pochwałą za dobrą odpowiedź bywało uszczypnięcie w policzek, zaś ta "pieszczota" pozostawiała po sobie niejednokrotnie czerwony ślad, który przechodząc wszystkie barwy tęczy w dobrych układach znikał do następnej lekcji historii. Nigdy nie byłam bita, a wręcz uczono mnie, że bicie, to oznaka słabości, szczególnie jeśli bije się słabszych od siebie. Na lekcji historii jednak ta "przyjemność" nie ominęła mnie:( . Idąc do mapy, na której miałam pokazać Nil (lekcja o starożytnym Egipcie), dostałam w twarz, bo wg pana historyka za wolno to zrobiłam. Cóż, chyba nikt z nas za bardzo nie spieszył się do tablicy, jednak jestem na 100% pewna, że gdybym zrobiła to szybciej, dostałabym w twarz za to, że właśnie za szybko i niestarannie to zrobiłam. Więc cóż, jako 11-latka znienawidziłam ten przedmiot i tak mi zostało już przez wszystkie lata mojej edukacji. I chociaż na swej szkolnej drodze spotykałam wspaniałych wykładowców tego przedmiotu, to nawet w czasie studiów, słysząc nazwy: historia wychowania, czy historia sztuki, spoglądałam ukradkiem za plecy, czy nie spadnie mi na głowę "twarda pięść historyka";). A jednak minęło trochę lat i pewne wydarzenia i spotkani na mojej drodze ludzie sprawili, że zmieniłam swój stosunek do historii i nie tylko historii, również do życia. I z całą odpowiedzialnością powtórzę: Historia nauczycielką życia.
Zwiń

Ekscytują nas egipskie piramidy, grecki Olimp, chiński mur. Wędrujemy po szczytach Andów w poszukiwaniu legendarnego Eldorado. Nie odstraszą nas nawet...
Czytaj więcej

Pierwszy raz usłyszałam o Lwowie jako dziecko i to z ust prawdziwego lwowskiego batiara, człowieka, który w tym mieście spędził swoje dzieciństwo i młodość...
Czytaj więcej

Zwiedzanie Poczdamu, jego zabytków, przepięknych architektonicznie pałaców i ogromnych przylegających do nich parków wywołało lekkie zamieszanie w moim jestestwie;)...
Czytaj więcej

Będąc w Sztokholmie trudno nie trafić do Vasa Museet - Muzeum Vasa. Osobliwością tegoż muzeum jest to, że posiada ono tylko jeden eksponat.
Czytaj więcej

To miał być zwyczajny artykuł o kolejnym zakątku naszego kraju. Jednak w trakcie kompletowania ma- teriałów spotkałam ludzi, sytu- acje i miejsca, które spowo- dowały zmianę mojego spoj- rzenia na kilka spraw.
Czytaj więcej

Statystyka generowana przez Reggi-Stat - www.reggi.pl